...Po długiej wędrówce zatrzymali się w skalnej grocie, aby odpocząć przez noc.
Jeden z nich został na warcie. Nic się nie działo, zapanowała cisza.
Zdrzemnął się. O północy zbudził go tętent kopyt. Natychmiast obudził swych towarzyszy.
-To rycerze królestwa! Szybko musimy uciekać!
Wstali z nadludzką zręcznością i pomknęli w las...
Delikatnie wystający z drzew pod osłoną nocy.
Srebrzysty, z diamentową łzą w oku, widzi wszystko,
zupełnie jakby czuwał nad ludźmi,
swym ślicznym wyglądem odstraszając demony.
Lekko przykryty szarymi chmurami,
sprawiający wrażenie mrocznego,
ale też pięknego....
Jego promienie oświetlają przestrzeń między drzewami w lesie,
i uroczą polankę pośrodku lasu.
Nagle księżycowe promienie przeszyły trzy cienie.
Owe cienie należały do uciekających elfów.
Pierwszy elf miał szpiczaste uszy,
i ukośny zarys brwi.
Był smukły, lecz silny i gibki.
Przez ramię miał przewieszony długi łuk.
Z boku, obok kołczana pełnego strzał o lotkach z łabędzich piór,
zwisał miecz.
Ostatni właściciel cienia,
miał podobną jasną twarz i szpiczaste uszy,
ale również ostre rysy.
W lewej dłoni trzymał włócznię,
a w pasie białe sztylety.
Między nimi biegła kruczowłosa elfia piękność.
Jej zielone oczy płonęły w okolonej czarnymi lokami twarzy.
Strój miała prosty co podkreślało jej urodę,
i smukłe gibkie ciało.
Przez ramie miała przerzucony łuk i kołczan,
a do pasa przypięty miecz, sztylet i różdżkę.
W ręce trzymała sakwę,
na którą co chwilę zerkała.
-Doganiają nas!
Elfka wyjęła zza pasa różdżkę, zatrzymała się i krzyknęła:
-Chikyū wo!....
.......Ciąg dalszy najprawdopodobniej kiedyś nastąpi.....
komentarze (0) | dodaj komentarz